expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Ani słowa o Zosi"- Sylwia recenzuje.

Tytuł: ”Ani słowa o Zosi”
Autor: Zuzanna Orlińska
Moja ocena: 9 /10
Czas na przeczytanie: 1 dzień

Książka opowiada o Antoninie Chrobot, córce sławnej pisarki Joanny Ciszewskiej oraz Marcina Chrobota, który jest sławnym pisarzem. Na początku roku szkolnego rodzice postanawiają wyjechać na dwa osobne „spotkania z autorem”. Pani Joanna decyduje się na to pierwsza za namową swojej przyjaciółki Leny. Pan Marcin dowiadując się o tym, postanawia zaakceptować zaproszenie na międzynarodowy festiwal poezji. Mama Tosi zastanawia się, co począć z córką, aż w końcu decyduje się zabrać ją ze sobą. Kiedy dojeżdżają do hotelu Zosia nie wie gdzie się podziać, gdy nagle zauważa przystojnego rudego chłopaka wysiadającego z samochodu. Jest razem z jakimś starszym panem. Tosia słysząc, że nie mówią po polsku dochodzi do wniosku, że to Amerykanie. Po zameldowaniu się w hotelu goście idą na spacer, a dziewczyna rusza za nimi kompletnie zapominając o spotkaniu mamy, natomiast ta dzwoni do córki, gdzie się podziewa i dlaczego na nią nie czeka, tylko lata po mieście.. Dziewczyna jednak przekonuje mamy, by razem z panią Leną jechały bez niej. Gdy zgubiła trop postanawia wrócić do hotelu, aby tam oczekiwać młodzieńca. Na swoje nieszczęście, nie natyka się na niego. W końcu wraca pani Joanna wykończona spotkaniem z młodzieżą. Przyjaciółka Joanny proponuje obu obiad, gdzie wspomina, jak świetnie wypadła pani Joanna. Po powrocie do pokoi Tosia obiecuje mamie iść z nią do empiku, gdzie czeka ją kolejne spotkanie. Gdy mija umówiona pora, dziewczyna biegnie na dane miejsce narażając się na gniew matki. W czasie gdy spotkanie dobiega końca przychodzi notariusz informując panią Ciszewską, że są małe problemy z mieszkaniem otrzymanym w spadku. Zmęczona matka umawia się z notariuszem na kolejny dzień rano. Na miejscu dowiaduje się, że jakiś Marczuk chce zdobyć ten dom. Idą do kawiarenki, gdzie Antonina od razu zauważa obiekt westchnień i zajmuje stolik koło niego. Starszy mężczyzna siedzący z chłopakiem przysłuchuje się rozmowie kobiet. W końcu panie decydują pojechać do ciotki Hali Grzebałtowskiej w Szczebrzeszynie. Na miejscu zastają drzwi zamknięte. Podjęta zostaje decyzja by pojechać do wiejskiej zagrody w Guciowie. Tam Tosia widzi swojego ukochanego i dochodzi do wniosku, że ich śledzi. Dowiaduje się również (po małej wpadce językowej), że chłopak ma na imię David. Wychodząc z zagrody zastają auto z przebitą oponą. Pani Lena postanawia się zająć wymianą koła, przez co strzela jej coś w krzyżu. Zdesperowana pisarka rusza po pomoc. W końcu trafiają do gabinetu Rafał Hałasy- dawnego „znajomego” pani Ciszewskiej, który zapewnia im dogodne warunki oraz pomoc pani Lenie. Matka z córką udają się na kolejne spotkanie z młodzieżą do domu kultury, gdzie Tosia zostaje obrażona przez czytelniczki książek matki. Postanawia się przejść i spotyka chłopaka, który nie powiedział jej wcześniej, gdzie jest empik. Przedstawia się jako Jan Dereń i okazuje się fanem poety Marcina Chrobota. Jednym słowem przyczepia się do Chrobotówny. Spędza z nią te kilka dni, przez które Tosia mieszka w sanatorium. Chłopak dowiaduje się o zagadce z domem. Później jedzie z mamą i panem Hałasą do Florianki na „Pożegnanie lata”. Po wieczorze (po którym Antonina jest zdołowana faktem, że wszystkie starsze piosenki zawierają imię Jasiek) wracają do sanatorium, gdzie Tosia zaczyna rozważać roman mamy. W czasie spotkania Joanny Ciszewskiej z niepełnosprawną młodzieżą w sanatorium Janek chce zacytować pewnie wiersz, lecz Antonina udając mdlenie uniemożliwia mu to. Następnie pojechali (z panem Hałasą) ponownie do Szczebrzeszyna, do cioci Heli. Nie zastają jej w domu, więc idą pooglądać dom otrzymany w spadku. Tam natykają się na nieobecną w domu ciocię. Trafiają do niej na herbatkę, gdzie dorośli zostawiają Tosie z ciocią, która postanawia zapoznać dziewczynę z czasami sprzed II wojny światowej. Potem udają się na cmentarz. Podsumowując dochodzą do wniosku, że ci Amerykanie mają coś wspólnego z domem i ciocia myśli, że chodzi o skarb burmistrza Klubego. Następnego dnia z rana opowiada wszystko Jaśkowi w czasie spaceru. Po przygotowaniu się do wyjazdu, przy aucie zastają Jaśka siedzącego i spóźnionego jak zwykle na autobus. Panie Lena, t wróciła już do zdrowia oferuje podwózkę. Tak więc wszyscy trafiają są cioci Heli. Nikt tam nie został nie dopuszczony do obiadu, nawet Jan. Gdy zbliża się noc, Tosia odprowadza chłopaka na autobus. Przechodzą około domu otrzymanego w spadku. Zauważają, że furtka są otwarte. Podchodzą, aby zorientować się o co chodzi i chwilę później zostają zaciągnięci do domu. Tosia dostrzega, że zostaje unieruchomiona przez swojego rudego księcia z bajki. Po małym starciu wszyscy trafiają do domu ciotki i cała zagadka zostaje rozwiązana. Staruszek okazuje się starą (przedwojenną) miłością ciotki Heli,a rudy młodzieniec jego wnukiem. Książkę polecam serdecznie

piątek, 11 lipca 2014

"Pocztówka z Toronto"- Sylwia recenzuje.

Tytuł: „Pocztówka z Toronto”
Autor: Dariusz Rekosz
Liczba stron: 142
Czas na przeczytanie: 2-4h
Moja ocena: 7/10

Bohaterką jest Monika, której trzy lata temu umarł ojciec na raka. W domu brakuje pieniędzy, ale w miarę starcza na opłaty. Pod koniec marca Monika się przeziębiła, a jej koleżanka Mrówa i Włodek na bieżąco informowali ją o wydarzeniach w szkole i dawali odpisać lekcje. W jedno z tych dni popołudnie Mrówa dzwoni do Moniki. Dziewczyny zaczynają żartować o Władku, który podoba się Mrówie. Ta zaś, informuje koleżankę o nowym Dominiku w klasie.

Kiedy w poniedziałek Monika przychodzi do szkoły, nowy spóźnia się na informatykę.Nauczyciel mówi mu, aby usiadł pomiędzy przyjaciółkami. Po skończonej lekcji Mrówa zachwyca się jego zapachem. Na kolejnych lekcjach klasa otrzymuję zgody na komers na który trzeba wpłacić 180 złotych. Monika zaczyna się martwić, skąd z mamą wezmą pieniądze. Po lekcjach, kiedy wracała do domu przez boisko szkolne, zobaczyła, iż coś migocze pod kasztanowcem. Po podejściu do drzewa nic nie znalazła, natomiast pojawili się chłopcy z klasy, między innymi Władek i Dominik. Zanim doszło do najgorszych wyzwisk na Monikę, Włodek coś wspominał o zaginionym skarbie Zwartki. Dziewczyna zawstydzona poleciała do domu.

Kiedy przyszła, pokłóciła się z mamą i zasnęła. Kiedy się obudziła, do późnego wieczora nie odzywały się do siebie z mamą. Wieczorem pani Maria informuje córkę, że zdobyła pracę w piekarni. Jest to dobra wieść dla ich dwójki . Okazuje się też, że Monika pójdzie na komers, a kolejnego dnia w szkole, że Mrówa chodzi z Dominikiem. Dziewczyny się trochę przez to pokłóciły, ale na następny dzień wszystko wróciło do normy. Kiedy uczniowie ustawili się pod klasą w oczekiwaniu na nauczyciela, gaśnica przeciwpożarowa eksplodowała i na całym piętrze rozszedł się przeraźliwy smród. Jeden chłopak zemdlał, przez co pojechał na pogotowie, natomiast lekcje zostały odwołane,

W kolejny poniedziałek Monika rano dowiedziała się, że rano w szatni zemdlała kolejna osoba. W trakcie wuefu zemdlała Agnieszka, koleżanka z klasy. Dla Moniki zaczęło się to wydawać podejrzane. W następnych dniach wszystko był OK, ale ponownie zauważyła błyski przy kasztanowcu. Uważnie obejrzała drzewo, pilnując, aby nikt jej nie przyłapał.

W piątek po powrocie do domu, Monika zastałą mamę w łóżku. Okazało się, iż ta ma gorączkę. W drodze do apteki zatrzymała się przy kasztanowcu i szkolnym szpadlem ogrodowym wykopała mały dołek i natrafiła na coś, w momencie, w którym została przyłapana przez pijaną Mrówę i Dominika. Zaczęli rozmawiać z Moniką, a gdy skarb okazał się cegłą, poszli śmiejąc się.

W sobotnie popołudnie trzeba było wezwać pogotowie, gdyż pani Maria dostałą wysokiej gorączki. Przyjechał lekarz i przepisał drogi antybiotyk, przez co mama rozkazała Monice postawić sobie bańki. Jak na pierwszy raz, wyszło jej całkiem dobrze.

Poniedziałkowy ranek zaczął się aferą pod kasztanowcem.Nauczycielka zaczęła temat, a koledzy z klasy dziwnie patrzyli się na nią, przez co uczennica uciekła z klasy. Mrówa została wysłana, aby przyprowadzić Monikę, a następnie Władek. Po powrocie do klasy wszyscy zaczęli bić Monice brawo za odwagę. Nagle do klasy wszedł dyrektor i rozpoczął rozmowę o dopalaczach. Po lekcjach Mrówa poszła z Moniką do najdroższej restauracji „Tornado”, gdzie umówiła się też z Dominikiem. Tam rozwinęła się rozmowa o zarabianiu pieniędzy poprzez sprzedawanie dopalaczy. Okazało się, że wszystkie omdlenia są sprawą Dominika, który handluje już tym trzy lata. Monika dostała propozycję, na którą kolejnego dnia odpowiedziała twierdząco. W piątek podano wyniki z egzaminu. Monika wszystko zdała śpiewająco, czym podzieliła się z mamą. Na początku nowego tygodnia dziewczyna niecierpliwie oczekiwała towaru od Dominika. Okazał się, że coś mu wypadło i przyjechał dopiero po zakończeniu ozdabiania sali gimnastycznej na komers.Monika odebrała towar i postanowiła wziąć połowę na imprezę.W między czasie doszedł do nich list o jakimś tam spadku, niby po zmarłym ojcu.

Pani Maria pojechała w sprawie spadku, natomiast Monika wybrała się na komers. Wszystko było dobrze, do czasu, kiedy Mrówa nie zemdlała. Okazało się, że przeholowała z dopalaczami. Zdenerwowana Monika po gadce dyrektora, wyjawiła prawdę i poparła ją Aga. W tym czasie na salę wszedł policjant i aresztował Dominika. Kazano wszystkim iść do domu, a Monice i Agnieszce przyjść w poniedziałek z rodzicami. W domu wyszło na jaw, że w sprawie spadku nic nowego, ponieważ prawnik przez cały dzień miał spotkanie. Umówił się z panią Marią na dzień rozdania świadectw. Ten dzień nadszedł prędko. Wydarzyło się kilka wspaniałych rzeczy. Monika przyniosła piękne świadectwo, prawnik oświadczył, iż należy im się około sześciuset tysięcy złotych związanych ze sprawami ojca oraz Włodek zaprasza Monikę na wycieczkę do Toronto…

Książka jest nawet fajna, bo lekko się ją czyta. Trochę się zawiodłam na zwrocie akcji, ale ważne, że zakończyło się happy endem ;)

wtorek, 8 lipca 2014

"Historia prawdziwa Kapitana Haka"- Sylwia recenzuje ;)



Tytuł: "Historia prawdziwa Kapitana Haka"
Autor: Pierdomenico Baccalario
Ilość stron: 312
Czas na przeczytanie: 1-2 dni
Moja ocena: 8/10

Dnia 28 kwietnia w 1829 roku na świat przychodzi dziecko z nieprawego łoża króla Jerzego IV. Z powodu, iż bękart może zostać uznany za następce do tronu, zazdrosny brat króla Wilhelm stoi na czele spisku przeciw dziecku. Młody doktor otrzymuje rozkaz poinformowania króla o śmierci dziecka i matki (co jest kłamstwem) pod karą śmierci. Kiedy to czyni razem z księciem Wilhelmem, król wpada w szał. Wyrzuca zegar, który doktor dostaje jako zapłatę. Potajemnie doktor wysyła dwoje wygnańców na statek, który ma dopłynąć w bezpieczne miejsce dla May i Jamesa Fry.
Po dniach i latach spędzonych James dorasta na mądrego chłopca, marzącego o wypłynięciu na statku. W wieku trzynastu lat ucieka z domu, od kochającej matki na nowo przybyły statek- Hope. Wchodząc na statek, staje się marynarzem. Po kilkunastu latach i wielu przygodach staje się najbardziej poszukiwanym człowiekiem imperium brytyjskiego, czyli piratem. W prawej ręce ma hak, dzięki któremu łatwiej steruje statkiem.
James Fry po śmierci matki dostaje od ojczyma zegar- stary klucz do przeszłości. Ciągle jednak nie wie, który był jego ojcem. Natomiast w między czasie na zamku młoda lady Florence znajduje kluczyk do złotego zegara. Po kilku latach stary już doktor opowiada Florence historię wygnańca .Dziewczyna postanawia odszukać swojego kuzyna i po miesiącach pływania na statku, znajduje Jamesa- kapitana Gwiazdy Zarannej. Daje mu kluczyk i wyjaśnia to, co wie. Kapitan po długim rozmyślaniu płynie do Anglii w ciągu 51 dni, chociaż możliwe jest to 80. Wszyscy są zdumieni tym faktem. Na miejscu dostaje od królowej Wiktorii tytuł sir i własną ziemię. Jest z tego zadowolony, bo nie chce kandydować na króla.
Po kilku latach jadąc w pociągu napotyka album. W Londynie natychmiast odnajduje J. M. Barriego i wręcza zgubę. Po rozmowie i upływie czasu powstaje dzieło "Piotruś Pan" pióra Barriego. Inspirował się swoim rzeczywistym Kapitanem Hakiem, który dostając maszynopis stwierdza z załogą, że został odpowiednio odwzorowany.
Ciekawa jest to moim zdaniem książka. Taka trochę... zaskakująca ;)

sobota, 5 lipca 2014

Nasze nieporozumienie, czyli Syl wyjaśnia ;)

 Cześć!
  Jeśli zauważyliście jakieś zmiany na naszym blogu, to nie macie złudzenia optycznego. Wszystko dzieje się naprawdę, dlatego też razem z dziewczynami przepraszamy Was za wszystkie dziwne rzeczy ;)
Jeśli mielibyście/ miałybyście jakieś uwagi dotyczące wyglądu, to z przyjemnością ich wysłuchamy :)

Co do mnie, to za bardzo nie wiem, o czym mam pisać. Ostatnio nic ciekawego się u mnie nie dzieje, nie wliczając kilka zmian. Wczoraj wstałam o 6.00 i poszłam pobiegać. Nie będę się pogrążać, ale mam strasznie słabą kondycję. Będę musiała to przez wakacje nadrobić. Niećwiczenie na wychowaniu fizycznym daje się we znaki :(
Ostatnio zaczęłam sobie urządzać wieczorne seanse filmowe ;) Doszłam do wniosku, że jest to bardzo fajny sposób na zabicie czasu wieczorem i nie tylko. Ostatnio obejrzałam sobie kilka filmów. Jeden chciałabym Wam  polecić. Oto on:
"Pierwszy raz"

Wystarczy się uzbroić w paczkę czipsów i colę, a sens można uznać za rozpoczęty ;)

We wtorek jadę na kilka dni do Zakopanego. Nie opuszczę Was, o nie... Zostawię Wam recenzje książkowe. Mam nadzieję, że przypadną wszystkim do gustu :)
Pozdrawiam
Ps. Ostatniego czasu zaczęłam prowadzić bloga z historyjką. Jeśli bylibyście chętni poczytać, to zapraszam :) 


piątek, 4 lipca 2014

Zero ogarnięcia, czyli jak rozpoczynam produkcję morską

Tego posta miało nie być....# dziś jest mój dzień pisania...
Nie jestem zbyt ogarniętym człowieczkiem, więc dość możliwe, że moje posty będą się pojawiać w takich godzinach #jam nietoperz!!!
Dziś rankiem poszłam do biblioteki (chyba za szybko kończę swoje książki....), a towarzyszył mi mój mały braciszek. Z powodu mundialu ma bzika na punkcie piłki nożnej..... i kazał wypożyczyć sobie książkę o piłkarzach. A ja teraz będę musiała mu to przeczytać!!! :/ Reszta dni minęła mi na tworzeniu #kraby górą!.
Wczoraj spotkałam się ze starą koleżanką, która idzie to tego samego gimnazjum co ja (jest rok młodsza), więc przejechałyśmy się Elką po parku i trochę pogawędziłyśmy. Rozwaliło mnie jej pytanie czy mam chłopaka... Ja i chłopak xD.
Jak już wspominała Ju we wtorek byłyśmy w Wesołym Miasteczku. Powiem tylko, że jak na pierwsze moje wyjście w takie miejsce nie panikowałam aż tak. Chyba. Jednak uważam, że rollercoaster jest świetny! #wcale nie miałam ciągle w domu uczucia, że kręcę się na karuzeli  I już czekam na sierpień, w którym moja wyprawa ma się powtórzyć.
Ja kończę na dziś i idę eksperymentować z wyglądem tego bloga.
(moim zdaniem za dużo tu różu... chociaż?)

A oto moje top 3 zdjęć!


Moje profilowe!


Kiciuś!!!


Taka inwazja prac :3

Ew

czwartek, 3 lipca 2014

Nawiasy, łabędzie i zjazdy, czyli 3 dzień lipca z Ju!

   Tu Ju. Słowem wstępu, chciałabym powiedzieć tylko, że ostatnio, podczas jednej z licznych wizyt u babci, postanowiłam przeszukać jej pomieszczenie gospodarcze, komórkę, czy piwnicę, jak zwał, tak zwał i znalazłam tam całkiem sporo, wartych pokazania na zdjęciach rzeczy.
    Czuję się zobowiązana zdać Wam relację z  wczorajszego dnia (w sumie to dzisiejszego, gdyż piszę to wczoraj (dzisiaj), ale opublikuję jutro, bo zgodnie z harmonogramem Syl jutro (czyli dzisiaj) przypada mój dzień pisania notki). Skomplikowane. W każdym razie, dzisiaj (czyli wczoraj) wybrałam się wraz z Ew do jednego z najniesamowitszych miejsc, do którego każdy, sprawny (albo i nie), posiadający mocne nerwy (niekoniecznie) i mocny rząłądek żołądek (w sumie też nie trzeba) człowiek świadomie, bądź nieświadomie, w dzieciństwie, lub w życiu dorosłym musi się wybrać chociaż raz, czyli do Wesołego Miasteczka (albo jeśli wolicie) Ewsołego Miasteczka. Starałam się ograniczać nawiasy, ale coś mi chyba nie wyszło, wybaczcie.
    To, które wybrałyśmy, odznacza się m.in. przegenialnym Roller Coster'em (#Em). Uwierzcie, nie miałam zbyt wiele czasu na pstrykanie zdjęć, gdyż byłyśmy za bardzo zajęte korzystaniem z tamtejszych atrakcji, więc ograniczyłam się do dwóch fotek. Pomijając fakt, że nie piłyśmy (to zabrzmiało jakbyśmy były alkoholiczkami, chodziło mi o napoje owocowe, soczki) nic przez ok.3h i spotkałam swoich, dawnych, udających, że mnie nie znają znajomych to bawiłyśmy się świetnie. Ew była pierwszy raz w Ewsołym Miasteczku, więc byłam ogromnie uradowana, że mogę ją namówić na śmiertelnie niebezpieczne atrakcje (np. łabędzie, przeznaczone dla dzieci w wieku od 3 lat, na których jako jedyne nie poradziłyśmy sobie z wzbiciem się w górę i kręciłyśmy się na dole,a trzylatki dały radę-pewnie miałyśmy jakieś niesprawne łabędzie), o których niebezpieczeństwie Ew nie miała pojęcia (no dobra, miała, nawet całkiem spore, bo ostatnio spędziła trochę czasu na szukaniu informacji, na temat niebezpiecznych wypadków na karuzelach).
    Po tym, jak obejrzałyśmy widoki na Kole Młyńskim i pokręciłyśmy się na kilku karuzelach, postanowiłam pokazać Ew prawdziwą atrakcje, czyli Roller Coster (miał dwie pętelki, więc nie ma amatorki). Na dole, jakże odważna Ew wpadła w panikę, że nie pojedzie, ale spokojnie, namówiłam ją i po tym, jak uporała się z zapięciem (w sumie to chyba obie za bardzo sobie z nim nie poradziłyśmy) to ruszyliśmy. Pojechałyśmy jak się okazało dwukrotnie, ponieważ po jednorazowej przejażdżce zapragnęłyśmy ponownie poczuć wiatr we włosach, panikę i adrenalinę na Roller Costerze, więc powtórzyłyśmy to.
   Domyślam się, że nie tylko mi się podobało i Ew też coś dopowie w swoim poście, ale jak na razie z mojej strony to tyle. Zapraszam na mini sesyjkę:





   Najlepsze wyjście do Ewsołego Miasteczka
       zaliczam do wykonanych!
                                                                                                                                                           JU

środa, 2 lipca 2014

6 dzień wakacji z Syl, czyli poszukiwanie swojego hobby ;)

Witajcie!
 Jak sam tytuł zapowiedział, dzisiejszy wpis będzie o pasjach. Jak zauważyliście, lubię przerabiać robić zdjęcia. Interesuję się tym od roku dzięki książce "Czekolada z kardamonem". Może to dziwne inne, ale taka jest prawda. Do #fotografii popchnęła mnie książka :)  W każdym  razie ostatnio dużo rozmyślam na ten temat. Moje myśli układam w postaci tabeli której nie da się tu zrobić!.

Co lubię robić?
  • czytać książki;
  • wymyślać historyjki itd.
    czasem też je pisać;
  • robić i przerabiać zdjęcia;
  • ozdabiać różne rzeczy;
  • robić dziwne (czasem pożyteczne) przedmioty;
  • układać i segregować (ale nie sprzątać);
  • testować różne przepisy;
  • śpiewać;
  • słuchać muzyki;
  • tworzyć dziwne melodie;
  • recenzować książki (o tym za chwilę...);
  • rysować, malować, szkicować itd.;
  • zajmować się zwierzętami (i dziećmi?!);
  • pisać i czytać blogi ;)
  • podróżować;
  • spacerować;
  • kolekcjonować pocztówki;
  • spotykać się ludźmi, których lubię ;)
  • zmieniać różne rzeczy (np. przemeblowywać pokój)...
Czego nie lubię robić?
  • sprzątać,
  • siedzieć bezczynnie (chyba, że czytam lub marzę)
  • gromadzić niepotrzebnych rzeczy;
  • wyrzucać tego, co może się kiedyś przydać;*
  • opuszczać miejsc i ludzi do których się przywiązuję;
  • nie mieć własnego zdania na jakiś temat;
  • siedzieć w wiecznym hałasie (ale czasem nie umiem się wyciszyć)
  • zajmować się kilka godzin tym samym;
 * tak logika...


No i to tak jakoś wygląda... Minusy zawsze znajduję najtrudniej. Zauważyłam też jedną dwie sprzeczności. Niby tak lubię układać i tak dalej (czym określa się osoby (bez metafory) uporządkowane), ale tego nie można powiedzieć o moim otoczeniu. W pokoju mam tylko kilka rzeczy poukładanych (czyli tylko te, którym poświęciłam ostatnio uwagę). Nie rozumiem tego. Na żółto też nie. Nie lubię tego i tego… Jestem zbyt skomplikowana dla samej siebie. Chyba będę się musiała poradzić kogoś mądrzejszego ;)

Co do tego hobby to wczoraj wróciłam do fotografii na spacerze z Ef, w poniedziałek zrobiłam komódkę na koszyki i potworzyłam kilka melodyjek w programie od Hanzii ;) Doszłam do wniosku, że moją największą pasją jest czytanie, pisanie bloga i słuchanie muzyki. Nie wiem, czy zalicza się to do pasji, ale robię to dosyć często/codziennie. Z tymi książkami to niestety muszę się trochę poograniczać, gdyż moje oczy nie wytrzymują nerwowo. Nie jest aż tak kolorowo, bo noszę okulary i nie ćwiczę na wychowaniu fizycznym. Dwa lata temu nie wiedziałam, że coś takiego u mnie może się pojawić :3 A jednak…
 Może Wy macie jakieś pasje którymi się chcecie podzielić? Byłabym chętna to wysłuchać ;)
Te latające robaki owady ;)
I na skrzydłach jak ptak,
będę leciał co sił..
Te #kalosze w tle :)
Patrząc na środek widać lekką poświatę tęczy, ale źle ją  ujęłam :(

Pozdrawiam :)
 
 
 
 

wtorek, 1 lipca 2014

Szczęśliwe zakończenie- czyli dzień z życia Ew!!!!

Witam! Jak już Ju pisała jestem dzisiejszą niespodzianką #dzięki Ju za określenie.... 
Aby przybliżyć Wam moją postać powiem, że jestem trzecią osobą z naszej paczki (brakuje nam tylko Emopy). W świecie blogowym poruszam się już od dawna, więc pewnie kilka osób zna mnie spod tego bloga  KLIK. Uwielbiam wszelkie rzeczy związane z rękodziełem, a moją najważniejszą pasją jest modelina # do której zaraziła mnie Ju na początku naszej znajomości. Jak reszta dziewczyn, nie spodziewajcie się po mnie ortograficznego pisania ;) Pragnę pisać tego lifestylowego bloga wraz z dziewczynami, gdyż wcześniej planowałam takie coś, a zresztą w grupie raźniej :D.
Jak na mnie mówią? Ewelina Ewson Synuś (:3)

Czas zacząć mój pierwszy post!

Dziś jest supcio dzień- 1 lipiec, czyli już takie totalne rozpoczęcie wakacji! # za 2 miesiące szkoła....AAAAAAAAAAAAA
Niestety głupia pogoda zepsuła mi świetne plany i nie poszłam z Ju do Wesołego miasteczka... :/  Planujemy pójść jutro. Mam nadzieję, że nie będzię deszczu...
Cały (prawie) dzień spędziłam u babci robiąc bransoletkę techniką Beading na krośnie, ale coś mi się przy kończeniu wszystko rozleciało. Trochę zmarnowałam czas, ale na wieczór spotkałam się z Syl! # czarna Sylwia :3:3:3
Jak to my zabrałyśmy się za robienie zdjęć :D Najbardziej genialne było uganianie się za gołębiami #Emi 
A my tylko chciałyśmy zrobić zdjęcie ptaka w locie....
Wiem, że moje zdjęcia nie będą tak genialne jak Ju # ah te aparaty
jednak wstawiam to co zrobiłam dziś :)

 -stokrotkowe love <3
 -leć gołąbku, leć!
-kocham takie chmurki <3

To na dziś tyle ode mnie, mam nadzieję, że spodobają Wam się moje posty :D

Ew