expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 9 listopada 2016

Down the streets right through the city...

Witajcie!

 Ostatni mój wpis tutaj pochodzi z sierpnia... Muszę przyznać, ze jak szłam ze ściśniętym gardłem na spotkanie klasowe przed rozpoczęciem roku, tak teraz z ogromniastym uśmiechem na twarzy przychodzę do domu. Zaledwie połowa listopada, a już tysięczny raz napiszę, że uwielbiam moją nową klasę. Nie boję się powiedzieć, że jest lepsza od tej starej. Tam trafiliśmy trochę przypadkowo - bo rodzice, miejsce zamieszkania. Natomiast tutaj, jest jakaś niewidoczna nić, która jednak wszystkich nas łączy. I to jest takie super!

 Na każdym kroku czyhają na mnie nowe rzeczy. Mówi się, aby wszystkich srok nie łapać za ogon. Przyznaję, że z powodu miliona zainteresowań i "rzeczy do spróbowania, bo żyje się tylko raz" jest masa. Patrząc jednak na czas, swoje możliwości oraz obowiązki, część odpada już po kilku dniach. Niektóre gdzieś tam się całkiem dobrze, powolutku rozwijają. Nadarzają się jednodniowe szaleństwa, jak niedawne wzięcie udziału w przedstawieniu, gdzie nasza pierwsza poważna próba odbyła się w dniu wystawienia, ale zajęliśmy trzecie miejsce  :)


 Nowe rzeczy, ale też nowi znajomi. Każdy z nich jest inny. Wiem, odkrywcze. Po tych dwóch miesiącach zrozumiałam poniekąd, że bezpośredniość do osób z Aspergerem (zresztą nie tylko, bo nikt nie lubi owijania w bawełnę) jest istotna. Doszłam do wniosku, że jest to jeden z cichych tematów, o których dowiadujesz się, kiedy zapuka do drzwi.
 Lubię to, że mogę swobodnie rozmawiać z kilkoma osobami, z którymi to mam zwyczaj spędzać przerwy. Zdecydowanie łączy nas poczucie humoru, książki i inne rzeczy. Każdy ma swoje zasady i podejście do sprawy, co uważam za idealne środowisko do dojrzewania mojego postrzegania świata i budowania własnej opinii.

 Czytelnicza lista gdzieś się rozproszyła... I powoli konstruuję sobie nową, ale dochodzę do wniosku, iż przeczytam je dopiero w tym czasie, kiedy wpadną mi w ręce. Nadchodzi weekend, a z powodu choroby nie mogę sobie wyjechać, jak było w planach. Nadrobię trochę filmów i książek właśnie, które zalegają na półce. Nie byłam na Targasz w Krakowie, ale też nie żałuję. Zaczęłam kierować się zasadą, że nie będę kupowała sobie książek. Jeśli ktoś podaruje mi takową rzecz, to przyjmę ją z otwartymi ramionami. Nie przeszkadza mi we wzbogacanie się o treści poprzez biblioteki, a wychodzi taniej ;)

Druga wizyta we wspaniałej kawiarni udana!

Gitara. Przynajmniej raz na tydzień trafia w moje ręce. Myślę, że od mojego brzdąkania rok temu poczyniłam postępy. Pewnego razu chcieli, abym prowadziła Koronkę z gitarą... Ale uświadomiłam im, że barowe to jednak jeszcze nie mój poziom... W tym samym dniu po przyjściu do domu, zgrabnie ominęłam skomplikowane chwyty i na przyszłość umiem w końcu zagrać coś religijnego ;)

Szczęśliwa i powoli odnajdująca,
Sylwia




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podzielisz się może swoimi przemyśleniami dotyczącymi wpisu?
Pisz śmiało!